Shop Mobile More Submit  Join Login
About Literature / Hobbyist AnnaFemale/Poland Recent Activity
Deviant for 2 Months
Needs Core Membership
Statistics 2 Deviations 9 Comments 148 Pageviews
×

Favourites

Promarker Luka the Grave Robber by Praktyczka Promarker Luka the Grave Robber :iconpraktyczka:Praktyczka 225 26 Cartoon and Reality - Maria by serafleur Cartoon and Reality - Maria :iconserafleur:serafleur 2,759 51 Gateway - Calandia District by Hideyoshi Gateway - Calandia District :iconhideyoshi:Hideyoshi 1,686 50 Cyber Dragon Attack! by neylica Cyber Dragon Attack! :iconneylica:neylica 287 24 Cyber Cowboy HQ by artificialdesign Cyber Cowboy HQ :iconartificialdesign:artificialdesign 394 51 Urban Legends: Tale of the Cyber King by madspartan013 Urban Legends: Tale of the Cyber King :iconmadspartan013:madspartan013 2,729 70 Dark Corner Of The City by ryky Dark Corner Of The City :iconryky:ryky 3,600 107 Commission - Valkyr Prime by Kevin-Glint Commission - Valkyr Prime :iconkevin-glint:Kevin-Glint 2,619 81 Geometric Beasts Series by kerbyrosanes Geometric Beasts Series :iconkerbyrosanes:kerbyrosanes 10,504 296 Snake Stock 07 (private use) by Malleni-Stock Snake Stock 07 (private use) :iconmalleni-stock:Malleni-Stock 338 57 fullbody 3 by ukaine fullbody 3 :iconukaine:ukaine 510 20 Misuro (Naruto OC) :3 by WeraHatake Misuro (Naruto OC) :3 :iconwerahatake:WeraHatake 38 23 COM: Vindico Banner Pt. 2 by ARGENTICIDE COM: Vindico Banner Pt. 2 :iconargenticide:ARGENTICIDE 509 28 Alexstrasza by krysdecker Alexstrasza :iconkrysdecker:krysdecker 1,992 55

Watchers

:iconwilczyca97: :iconagnaartis: :iconpaintingmuffin: :icondei-itachi666: :iconlunarhie: :iconkarolcia4: :iconwerahatake:

Groups

Activity


Mature Content

This content is intended for mature audiences.


or, enter your birth date.*


Month

Day

Year*
Please enter a valid date format (mm-dd-yyyy)
Please confirm you have reviewed DeviantArt's Terms of Service below.
* We do not retain your date-of-birth information.

Rozdział pierwszy

„Noc pełna wrażeń”

 

Nie zdziwiła mnie nieobecność Łukasza. To była jedna z najnormalniejszych rzeczy, jakich mogłam się spodziewać po tym wieczorze, jednak musiałam się z nim skontaktować. A przynajmniej znaleźć kogoś, kto zrobiłby to za mnie, gdyż wieść o śmierci jego dziewczyny nie była najłatwiejszą nowiną do przekazania.

— Niech ktoś do niego zadzwoni i powie, że Lola… nie żyje — udało mi się dokończyć po kilkusekundowej pauzie na krótki oddech, zachowując przy tym pozorny spokój.

Nie pierwszy raz patrzyłam na śmierć kogoś bliskiego. Pierwszy raz jednak miałam pewność, że cudownie nie zmartwychwstanie po dwudziestu czterech godzinach.

Spojrzałam na Aleksandra.

Widziałam, jak powoli zaciskał dłonie w pięści, napinając mięśnie całego ciała. Jego szczęka porośnięta kilkudniowym zarostem zacisnęła się jak imadło, a klatka piersiowa zaczęła niebezpiecznie szybko poruszać się w górę i dół. Zaledwie w ułamku sekundy z nieszkodliwego przyjaciela zamienił się w drapieżnika gotowego do ataku i choć wszyscy tutaj cenili tę umiejętność – zadawanie większego bólu wiązało się w końcu z większą przyjemnością dla obojga – to ja naprawdę się go bałam.

Przestawałam go wtedy poznawać.

— Aleksander, patrz na mnie — powiedziałam tym samym głosem, co wcześniej do Loli. — To nie jesteś ty. Złość w niczym nam nie pomoże.

Patrzył na mnie soczysto zielonymi tęczówkami, które częściowo zasłaniały niesforne, ciemnobrązowe kosmyki włosów. Nim jednak zdążyłam spróbować innego zagrania, zobaczyłam za nim znajomą, ciemnowłosą postać. Marek, kiwnąwszy na mnie porozumiewawczo głową, położył dłonie na jego ramionach, składając kilka pocałunków na jego szyi. Aleksander momentalnie został wyrwany z transu i spojrzawszy na mnie, westchnął cicho.

— Przepraszam. Nie jestem w tym tak dobry jak ty — stwierdził i odwrócił się do mnie plecami, by podziękować swojemu wybawcy. Właśnie tego zazdrościłam innym ludziom, że nawet jednym pocałunkiem byli w stanie dokonać na pozór niemożliwego.

Niestety, mnie one zawsze kojarzyły się tylko z jedną osobą.

— Musisz mi pomóc — zwróciłam się do niego, gdy Marek zajął się uspokajaniem tłumu.

— Co chcesz zrobić?

— Najpierw musimy zanieść gdzieś jej rzeczy — oznajmiłam, spojrzawszy na ubrania i rzeczy osobiste Loli leżące na podłodze. Mimo półmroku, w jakim była skąpana cała sala, łącznie ze wszystkimi gośćmi, doskonale widziałam jej neonowo-różową sukienkę, którą kupiła specjalnie na tę okazję.

— Marek się tym zajmie.

Nie podobało mi się, że ktoś obcy będzie dotykał rzeczy mojej przyjaciółki, lecz jeśli chciałam dowiedzieć się, kto ją zabił, musiałam skoncentrować się na czymś innym.

— Masz klucz do pokoju z monitoringiem? — zapytałam, przypominając sobie pęk kluczy, który zawsze nosił przypięty przy pasku podczas późnowieczornych zmian w klubie.

— Tak, ale po co… — przerwał w połowie, analizując coś w ciszy. — No, tak – zorientował się szybko, wkładając dłoń do kieszeni obcisłych, ciemnobrązowych spodni. Kiedy jednak miał ją wyjmować, zawahał się na chwilę, po czym wypuścił klucze z rąk, pozwalając im swobodnie opaść na dno kieszeni. Na jego twarzy widziałam strach.

— Nie mogę. Robert mnie zabije.

— Sam mówiłeś, że praktycznie go tu nie ma — zauważyłam, chcąc przemówić mu do rozsądku.

— Ale to jest misja samobójcza! Byłaś kiedyś w jego gabinecie? Trzyma tam trofea. I to nie są zwykłe statuetki. To są nagrody dla najbrutalniejszego mordercy roku! — mówił w pośpiechu, podenerwowany, z trudem dobierając odpowiednie słowa w tak krótkim czasie. Przebierał przy tym nerwowo nogami, gotów do natychmiastowej ucieczki.

Słyszałam wiele plotek o właścicielu tego klubu i żadna z nich nie zachęcała do bliższego poznania Roberta. Znałam kilku sadystów, którzy przekraczali pewne granice, po części sama nią byłam, ale on… Dla niego po prostu nie istniały żadne reguły.

— Przecież nikt cię nie wyda. — Usiłowałam go uspokoić, zmierzając wolnym krokiem w stronę odpowiedniego pomieszczenia. Bezskutecznie. — Dobra, pójdźmy na kompromis — oznajmiłam w końcu. — Daj mi klucze, pójdę sama. Jeśli ktoś mnie przyłapie, powiem, że skręciłam ci kark i ci je zabrałam. — Wzruszyłam ramionami, jak gdyby nigdy nic, próbując inaczej, lecz jego przerażona mina nie wróżyła sukcesu.

Chciałam zapytać, która część mojego planu tak go zszokowała, lecz przeszkodził mi w tym nieznajomy mężczyzna, a raczej jego głos dochodzący zza moich pleców.

 — Dziewczyna ma jaja. Powinieneś się od niej uczyć — zwrócił się do Aleksandra, wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Wtedy właśnie dotarło do mnie, że to nie planem był przerażony, a Robertem we własnej osobie stojącym przede mną w całej okazałości.

Część balkonu, w której staliśmy, była prawie całkowicie pogrążona w mroku. Klubowe światła przestały działać z momentem wbiegnięcia do środka Loli, poza tym nawet włączone nie były w stanie oświetlić głębokiego korytarza używanego zazwyczaj tylko przez personel, do którego nie należałam, dlatego w stronę pokoju z monitoringiem kierowaliśmy się praktycznie na oślep.

To nie przeszkadzało mi jednak w dostrzeżeniu barczystej sylwetki właściciela lokalu, przewyższającego mnie spokojnie o kilka głów. I choć tylko tyle byłam w stanie dostrzec, nie licząc błyszczących w ciemności tęczówek, wystarczyło w zupełności, bym poczuła respekt wobec niego i zrozumiała wszystkie obawy Aleksandra.

— Panie Malicki… — zaczął mój przyjaciel, dukając, jak zestresowany uczeń w trakcie odpowiedzi ustnej, do której się nie przygotował.

— Daj jej te klucze. Przyda mi się ktoś, kto odwali za mnie czarną robotę — oznajmił ze spokojem, nareszcie wychodząc z cienia. Światła w korytarzu, najwidoczniej zapalone przez niego, w tym samym momencie rozświetliły mrok, na początku niemalże mnie oślepiając, lecz – przyzwyczajonej do marnego oświetlenia w loży – szybko przestały mi przeszkadzać.

— Dla pana to czarna robota? Tam zginęła dziewczyna! Jedna z naszych! — Jego słowa sprawiły, że nie mogłam dłużej ukrywać emocji. Przez chwilę nie interesowało mnie, czy moja głowa zawiśnie na jego ścianie, czy może jednak zdecyduje się mnie zjeść, bo takie plotki też cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Liczyło się dla mnie tylko wyperswadowanie mu, że to nie kolejna nic nie znacząca śmierć, których codziennie były tu tysiące, a coś poważnego, o czym nie mieliśmy najmniejszego pojęcia.

— A nie mówiłem, że naprawdę ma jaja — po raz kolejny zwrócił się do Aleksandra, najwyraźniej znakomicie się bawiąc i całkowicie mnie ignorując.

— Ja tutaj stoję! — wykrzyknęłam, zwracając na siebie uwagę niektórych imprezowiczów, gdyż ze względu na niedawne wydarzenia muzyka nadal pozostawała wyłączona.

Traktowaliśmy naprawdę poważnie wszystkie anomalie. Szczególnie takie jak ta, gdyż śmierć Loli oznaczała, że nie jesteśmy niezniszczalni. A w dodatku możemy umrzeć w straszliwych katuszach.

— Zdaję sobie sprawę z zagrożenia — oznajmił z całkowitą powagą, a jego twarz nagle stężała, przypominając kamienną maskę jakiegoś morderczego bóstwa.

— To dlaczego pan nic nie robi? — Tym razem odezwał się Aleksander, zaskakując tym nas oboje.

— Wy naprawdę nic nie rozumiecie… — Pokręcił z niedowierzaniem głową.

— Czego nie rozumiemy? — zapytał, najprawdopodobniej nie spodziewając się takiej odpowiedzi.

I nagle wszystko zrozumiałam.

— To nie stało się tylko tutaj — wypowiedziałam z trudem kolejne słowa, nawet nie czekając na potwierdzenie moich przypuszczeń.

Ta wiadomość zszokowała mnie w takim stopniu, że nie potrafiłam się poruszyć, prawie zapominając, jak się oddycha. Dopiero po chwili moja klatka piersiowa znów zaczęła miarowo się poruszać, pompując powietrze do płuc. Zastygłam jak rzeźba, a obok mnie mój przyjaciel, który zdecydowanie już dawno przekroczył limit rewelacji zdolnych do zniesienia, jak na jeden dzień.

— I nie tylko wy macie pretensje. Dlatego zajmijcie się czymś pożytecznym. Ja muszę jeszcze kogoś znaleźć — powiedział, wyraźnie poirytowany, a na jego twarzy pojawił się ledwo dostrzegalny grymas bólu. Chwilę później zniknął za grubymi drzwiami swojego gabinetu na końcu korytarza, zostawiając nas z tym wszystkim zupełnie samych.

— To nawet było dobre… — Parsknął śmiechem.

— O czym ty mówisz? — Słowa Aleksandra całkowicie zbiły mnie z tropu, a mózg jeszcze przez kolejne kilka sekund nie był w stanie odpowiednio ich zinterpretować.

— O nim…  — wskazał na gabinet. — Przecież tylko się zgrywał. — Uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową.

— Aleksander… Wiem, że to dla ciebie…

— Nie. Nie słuchasz mnie. On się zgrywał — przerwał mi stanowczo, a jego oddech nagle znacznie przyspieszył. Po raz kolejny zacisnął dłonie w pięści, tym razem jednak wbijając sobie przy tym paznokcie w ich wewnętrzną część tak mocno, że momentalnie spomiędzy palców zaczęły wyciekać cienkie strugi ciemnoczerwonej krwi.

— Nic nam nie grozi — powiedziałam, choć sama w to nie wierzyłam.

Wiadomość przekazana nam przez Roberta nie była nawet porównywalna ze śmiercią Loli. Oznaczała, że to nie był jednorazowy incydent, że to nie jedyna trumna bez ciała, którą pochowamy. To mogło spotkać każdego z nas.

— Żartował. — Usłyszałam znowu. Aleksander powtarzał to z zamkniętymi oczami jak mantrę, powoli rozluźniając zaciśnięte z całej siły dłonie.

— Daj mi klucze — zwróciłam się do niego spokojnie, lecz nagle do moich uszu dotarły dziwne odgłosy. Zdawało mi się, że słyszę czyjś stłumiony krzyk lub jęk, jednak nie byłam w stanie zlokalizować źródła. — Słyszałeś to? — zapytałam, z nadzieją, że przyjacielowi pójdzie znacznie szybciej, ale pokręcił tylko przecząco głową.

— Co miałem słyszeć? — Moje pytanie momentalnie wyrwało go z transu.

Oboje milczeliśmy przez dłuższą chwilę, nasłuchując. Niezidentyfikowany dźwięk nagle ucichł i stał się nie do wykrycia dla kogoś takiego jak my, dlatego spojrzałam znacząco na kieszeń Aleksandra, który bez słowa sprzeciwu wyciągnął klucze i rzucił je w moją stronę.

Nie zdołałam ich jednak złapać, bo kiedy tylko wyciągnęłam ręce, musiałam natychmiast zatkać nimi uszy. Stłumiony dotąd odgłos odezwał się ponownie, spotęgowany do tego stopnia, że zatrząsł cienkimi ścianami budynku. Od początku wydawał mi się znajomy. Podobny do tego, który wydała z siebie Lola, jednak należący do… mężczyzny.

— Robert — powiedzieliśmy jednocześnie, puszczając się biegiem w stronę jego gabinetu.

Szkola zabijania: rozdz. pierwszy (cz. II)
Wybaczcie, że prawie po dwóch miesiącach, ale leci ciąg dalszy.

___________________________________________________

Opowiadanie zaczęte w 2014 roku, wciąż nieskończone.

Wybaczcie brak polskich znaków w tytule.

Opis opowiadania:

Śmierć przynosi rozkosz, szczególnie, gdy można ją przeżywać wciąż na nowo. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy na drodze nieśmiertelności staje ktoś o wiele potężniejszy, dla kogo śmierć ma zupełnie inne znaczenie. Czy ktokolwiek się przed nim ustrzeże? Czy pozostała jeszcze nadzieja? A może jedyne wyjście zawiera się w słowach…

„Po prostu się zabij. Będzie bolało, obiecuję.”

Enjoy! ;>

Loading...

Rozdział pierwszy

„Noc pełna wrażeń”

 

Przesuwałam wzrokiem po kolejnych słowach zapisanych na grubym, ziarnistym papierze, koncentrując się na przyjemnym głosie powtarzającym każde zdanie w mojej głowie. Tylko ten dźwięk dopuszczałam do świadomości, gdyż hałas dobiegający z dyskotekowej sali przyprawiał mnie o migrenę. Właśnie dlatego pozostawał za barierą, jaką tworzyłam zawsze, gdy potrzebowałam chwili spokoju.

Zawsze zastanawiałam się, dlaczego szukałam ciszy akurat w klubie. Szybko jednak uświadomiłam sobie, że przez specyfikę tego konkretnego miejsca, tylko tam mogłam odpocząć i bez problemu zebrać myśli. Poczytać książkę, zrelaksować się, nie narażając się przy tym na kontakt z innymi ludźmi. Przynajmniej z tymi, którzy mnie nie rozumieli.

Loża dla VIP-ów zawsze stała dla mnie otworem, szczególnie że tylko ja miałam klucze do tylnego wyjścia, którym dostawałam się niepostrzeżenie do środka.

— Mira?

Czyjś głos uderzył z ogromną siłą w postawioną przeze mnie barierę, odbijając się nieznośnym echem w mojej głowie. Prawie nikt nie mógł się przez nią przebić, gdyż tak została zaprojektowana, chyba że wiedział, jak się do tego zabrać. A on wiedział.

Podniosłam wzrok znad starej książki, która już dawno przeżyła lata swojej świetności, zamykając ją ostrożnie, gdy tylko upewniłam się, że zakładka znajduje się na odpowiedniej stronie. Jeszcze w tym samym momencie uderzyło mnie jaskrawe światło jarzeniówek wmontowanych w sufit, zalewających obszerne i dość chłodne wnętrze jaskrawobiałą poświatą. Nadawała ona ścianom jeszcze bardziej srebrzystego koloru i tak już skutecznie dekoncentrującego mnie za każdym razem, gdy bezskutecznie chciałam dać odpocząć oczom, jednak starałam się do tego przyzwyczaić.

Opuściłam barierę, dając okropnemu hałasowi wydostającemu się z głośników dotrzeć do moich wyczulonych na dźwięk uszu i odłożyłam książkę na przeszklony stolik, koncentrując całą swoją uwagę na przybyszu.

— Przyniosłem ci sok. — Uśmiechnął się do mnie, unosząc do góry wysoką szklankę z pomarańczowym płynem i czarną, spiralną słomką wetkniętą do środka.

— Pilnujesz, żebym się nie odwodniła? — zapytałam, obserwując uważnie, jak kładzie szklankę na okrągłym stoliku. Najbardziej ceniłam w nim to, że od początku naszej znajomości jeszcze ani razu się nie zapomniał. Doskonale pamiętał, że nie znoszę fizycznego kontaktu, nawet w tak błahym na pozór przypadku, jak podanie napoju.

Właśnie dlatego razem mieszkaliśmy. On tolerował moje dziwactwa, a ja jego, których – trzeba przyznać – było zdecydowanie mniej. Nie zapominając, oczywiście, o Loli, która pewnie znowu obściskiwała się ze swoim chłopakiem w ciemnej uliczce przed klubem.

— Ktoś musi — odpowiedział zdawkowo i zajął miejsce naprzeciw mnie, nareszcie wychodząc z nieznośnie białej poświaty, na którą zazwyczaj starałam się nie zwracać uwagi.

— Kto dzisiaj czynił honory i zabił jako pierwszy? — Spojrzałam na niego z ciekawością. Choć nigdy nie brałam udziału w codziennych „rytuałach”, zawsze ciekawiło mnie, co się akurat wydarzyło.

— Stefan. Podziurawił kolesia jak szwajcarski ser. Żałuj, że tego nie widziałaś.

Podekscytowanie malujące się na jego twarzy pewnie przeraziłoby niejedną osobę, jednak dla mnie było zupełnie normalne. Wszyscy tacy byliśmy, w końcu właśnie po to powstał ten klub, więc dlaczego mielibyśmy się tym nie cieszyć i ukrywać swoje prawdziwe emocje?

— Jednego z naszych?

— Nie, kogoś z zewnątrz. W nocy będę pozbywał się ciał, chcesz się przyłączyć? — Uśmiech nie schodził mu z twarzy, jak zwykle. Upił niewielki łyk zimnego piwa, które przyniósł razem z moim sokiem, zostawiając na stoliku okrągły ślad po spływających po butelce kroplach wody i poczekał cierpliwie na odpowiedź.

Niektóre osoby dałyby się pociąć za uczestniczenie w nocnej wywózce, choć to akurat sprawiłoby im tylko przyjemność, jednak ja wolałam trzymać się od tego z daleka. Zajmowałam się dostarczaniem ciał do wywiezienia, a nie robieniem tego samodzielnie.

— Zabierz lepiej Marka. Chyba wpadłeś mu w oko — zasugerowałam, przypominając sobie pełne pożądania spojrzenia rzucane w stronę mojego przyjaciela.

— Byłem już w jego loży. Jest zajęty w nocy — odpowiedział bez wahania, z nutą smutku w głosie, odruchowo przesuwając wilgotnymi od skroplonej wody palcami po zjeżonych na karku włosach. Dopiero gdy położył dłoń z powrotem na butelce, udało mi się dostrzec strugę krwi plamiącą kołnierzyk jego dopasowanej koszuli w czerwono-niebieską kratę, którą niesamowicie uwielbiał.

— Lepiej ją namocz albo będzie do wyrzucenia.

Aleksander spojrzał w dół, nieco zawstydzony, jednak szybko na powrót skierował na mnie swoje soczysto zielone tęczówki.

— Nie chciałabyś zobaczyć jego koszuli… — powiedział z zawadiackim uśmiechem, a ja posłałam mu niemalże błagalne spojrzenie.

— Tylko bez szczegółów. Wystarczą mi… jednoznaczne dźwięki dochodzące w nocy zza ściany. — Tym razem to ja upiłam łyk napoju, delikatnie wykrzywiając twarz, gdy uświadomiłam sobie, jak kwaśny sok dostałam.

Nagle muzyka docierająca do loży z zewnątrz całkowicie ucichła. Cienkie ściany budynku momentalnie przestały pulsować od rosnących wciąż decybeli, a cisza, która zapanowała niespodziewanie w klubie, postawiła nas oboje w stan gotowości.

Nie wystraszyła nas jednak tak bardzo, jak przeraźliwy krzyk wydobywający się z czyjegoś gardła zaledwie po kilku sekundach milczenia.

Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zerwaliśmy się gwałtownie z obitych grubą, drogą skórą kanap, biegnąc do wyjścia. Wszyscy klubowicze schowali się w cieniu ścian, odsłaniając całkowicie balkon przy drzwiach wejściowych, na którym leżała nieznajoma dziewczyna, wijąc się z bólu. Wydawała przy tym okrzyki prawdziwego cierpienia, co nie było normalne w miejscu pełnym masochistów, dlatego nie dziwiła mnie reakcja znajomych, szczególnie że minął już czas przeznaczony na wspólne zabijanie.

Kiedy jednak dostrzegłam twarz zwijającej się z bólu blondynki, krew natychmiastowo odpłynęła mi z twarzy, co najwyraźniej zaniepokoiło Aleksandra, który w ostatniej chwili powstrzymał się od dotknięcia mojego ramienia.

W tamtym momencie fizyczny kontakt z kimkolwiek nie poprawiłby mojego stanu.

— Mira, dobrze się czujesz?

— To Lola — zdołałam wyjąkać i kilka sekund później klęczałam już przy niej, przeszedłszy bez problemu pomiędzy rozsuwającymi się z każdą kolejną sekundą tłumami. Niektórzy stali w osłupieniu, inni byli przerażeni, a jeszcze inni – śmiali się, mrucząc coś o narkotykach.

Ja jednak byłam przekonana, że to nie sprawka używek. Coś się stało, choć nie wiedziałam jeszcze, co dokładnie.

— Lola! Co ci jest? Mów do mnie! — Pochyliłam się nad nią, próbując za wszelką cenę wyrwać ją z tego dziwnego transu. Każdy, nawet najcichszy dźwięk, wywoływał u niej jednak coraz gorsze konwulsje, dlatego szybko zrozumiawszy swój błąd, zamilkłam i nakazałam to samo gestem dłoni reszcie zebranych. — Lola…

— Zabierzcie to… Weźcie to ode mnie… — szeptała ze łzami w oczach, zachowując się tak, jakby chodziło po niej stado rozwścieczonych, czerwonych mrówek. Kiedy jednak przyjrzałam się uważniej, zamiast małych żyjątek, dostrzegłam coś znacznie gorszego.

— Boże, kto ci to zrobił…

Jej ciało wyglądało, jakby ktoś jednocześnie chciał ją rozszarpać i polał czymś niesamowicie żrącym, co stopniowo roztapiało jej skórę, a potem mięśnie i tkankę tłuszczową. Mogłabym przysiąc, że w niektórych miejscach widziałam już gołe kości.

W dodatku z ran unosił się okropny fetor przypominający odór zgnilizny.

Gdy pod wpływem jakiegoś impulsu spojrzała na mnie, jej oczy nie były już niebieskie i roześmiane, jakie pamiętałam z dzisiejszego poranka, gdy siedziałyśmy przy kawie. Nie były nawet przepełnione bólem, czego się spodziewałam. Przypominały raczej oczy ślepca, a skóra twarzy powoli gniła tak, jak reszta ciała.

Nie miałam pojęcia, co się dzieje, a Aleksander, który od dłuższego czasu stał obok mnie w milczeniu, nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku, a co dopiero wykrztusić choćby jedno słowo.

— Nie wiem, co robić — wyszeptałam, całkowicie bezradna. — Powiedz mi, co mam robić… — mówiłam błagalnym tonem, z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy.

Wszyscy byli w szoku, a ja nawet bałam się jej dotknąć, by nie sprawić jej jeszcze większego bólu. To nie było normalne. To wszystko nie powinno się dziać, przecież byliśmy niezniszczalni! A jednak patrzyłam na jej śmierć i wiedziałam, że nie obudzi się z tego cała i zdrowa, że to koniec. Byłam też przekonana, że ktoś zrobił jej to celowo, że jest za to odpowiedzialny. Ktoś o wiele okrutniejszy od nas.

— Mira… — Z zamyślenia wyrwał mnie słaby, drżący głos Aleksandra. — Ona nie żyje — dokończył, choć z trudem przeszło mu to przez gardło.

Lola przestała się ruszać. Z jej gardła nie wydobywał się już żaden dźwięk, a to, co z niej zostało… Nie mogłam uwierzyć, że to ona. Że ktoś doprowadził ją do takiego stanu. Moje ciało drżało, jakby ktoś zamknął mnie na kilka długich godzin w chłodni, a ja nie potrafiłam nic z tym zrobić.

Prawdziwy szok przeżyłam jednak kilka sekund później, gdy odwróciłam na chwilę wzrok, pewna, że widzę kogoś w drzwiach. Wysoka, dobrze zbudowana sylwetka mignęła mi przed oczami, zostawiając po sobie tylko podmuch chłodnego, późnowieczornego powietrza, a zaraz po jej zniknięciu usłyszałam kolejny przeraźliwy krzyk.

Kiedy tylko spojrzałam na powrót na ciało Loli, niespodziewanie dotarło do mnie, że jej nie ma. Moja współlokatorka wyparowała, jakby nigdy jej tam nie było, a jedyne, co potwierdzało, że te wydarzenia nie były tylko złym snem, z którego zaraz się obudzę, to jaskraworóżowa sukienka, wysokie, czarne szpilki i naszyjnik z kamieniem, który dostała od swojego chłopaka.

— Czy ktoś widział Łukasza? — zapytałam, uświadamiając sobie, że to mój jedyny trop.

Zagadka śmierci Loli nie mogła pozostać nierozwiązana, a nie znałam nikogo, oprócz nas, kto mógłby się tym zająć.

Szkola zabijania: rozdz. pierwszy (cz. I)
Mój debiut tutaj. Opowiadanie zaczęte w 2014 roku, wciąż nieskończone.
Wybaczcie brak polskich znaków w tytule.

Opis opowiadania:

Śmierć przynosi rozkosz, szczególnie, gdy można ją przeżywać wciąż na nowo. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy na drodze nieśmiertelności staje ktoś o wiele potężniejszy, dla kogo śmierć ma zupełnie inne znaczenie. Czy ktokolwiek się przed nim ustrzeże? Czy pozostała jeszcze nadzieja? A może jedyne wyjście zawiera się w słowach…

„Po prostu się zabij. Będzie bolało, obiecuję.”

Enjoy! ;>

Loading...

Journal

No journal entries yet.

deviantID

davinabaine
Anna
Artist | Hobbyist | Literature
Poland
Interests

Comments


Add a Comment:
 
:iconaspiring-awesomeness:
Aspiring-Awesomeness Featured By Owner Mar 28, 2017  Hobbyist
Thanks a bunch for the watch, awesome person  High-five!

Having you follow me is a HUGE honor and I will do my very best to be worthy! Thank you! Thank you!

(Also language barriers can be evil XD )
Reply
:iconwerahatake:
WeraHatake Featured By Owner Mar 4, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Wszystkiego najlepszego Aniu!! ^o^//
Reply
:iconwerahatake:
WeraHatake Featured By Owner Edited Feb 27, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Dzięki za watcha i Llamę ;)
Reply