Shop Mobile More Submit  Join Login
About Literature / Hobbyist AnnaFemale/Poland Recent Activity
Deviant for 4 Weeks
Needs Core Membership
Statistics 1 Deviation 9 Comments 87 Pageviews
×

Watchers

:iconwilczyca97: :iconxxagnaaxx: :iconpaintingmuffin: :icondei-itachi666: :iconlunarhie: :iconkarolcia4: :iconwerahatake:

Groups

Activity


Rozdział pierwszy

„Noc pełna wrażeń”

 

Przesuwałam wzrokiem po kolejnych słowach zapisanych na grubym, ziarnistym papierze, koncentrując się na przyjemnym głosie powtarzającym każde zdanie w mojej głowie. Tylko ten dźwięk dopuszczałam do świadomości, gdyż hałas dobiegający z dyskotekowej sali przyprawiał mnie o migrenę. Właśnie dlatego pozostawał za barierą, jaką tworzyłam zawsze, gdy potrzebowałam chwili spokoju.

Zawsze zastanawiałam się, dlaczego szukałam ciszy akurat w klubie. Szybko jednak uświadomiłam sobie, że przez specyfikę tego konkretnego miejsca, tylko tam mogłam odpocząć i bez problemu zebrać myśli. Poczytać książkę, zrelaksować się, nie narażając się przy tym na kontakt z innymi ludźmi. Przynajmniej z tymi, którzy mnie nie rozumieli.

Loża dla VIP-ów zawsze stała dla mnie otworem, szczególnie że tylko ja miałam klucze do tylnego wyjścia, którym dostawałam się niepostrzeżenie do środka.

— Mira?

Czyjś głos uderzył z ogromną siłą w postawioną przeze mnie barierę, odbijając się nieznośnym echem w mojej głowie. Prawie nikt nie mógł się przez nią przebić, gdyż tak została zaprojektowana, chyba że wiedział, jak się do tego zabrać. A on wiedział.

Podniosłam wzrok znad starej książki, która już dawno przeżyła lata swojej świetności, zamykając ją ostrożnie, gdy tylko upewniłam się, że zakładka znajduje się na odpowiedniej stronie. Jeszcze w tym samym momencie uderzyło mnie jaskrawe światło jarzeniówek wmontowanych w sufit, zalewających obszerne i dość chłodne wnętrze jaskrawobiałą poświatą. Nadawała ona ścianom jeszcze bardziej srebrzystego koloru i tak już skutecznie dekoncentrującego mnie za każdym razem, gdy bezskutecznie chciałam dać odpocząć oczom, jednak starałam się do tego przyzwyczaić.

Opuściłam barierę, dając okropnemu hałasowi wydostającemu się z głośników dotrzeć do moich wyczulonych na dźwięk uszu i odłożyłam książkę na przeszklony stolik, koncentrując całą swoją uwagę na przybyszu.

— Przyniosłem ci sok. — Uśmiechnął się do mnie, unosząc do góry wysoką szklankę z pomarańczowym płynem i czarną, spiralną słomką wetkniętą do środka.

— Pilnujesz, żebym się nie odwodniła? — zapytałam, obserwując uważnie, jak kładzie szklankę na okrągłym stoliku. Najbardziej ceniłam w nim to, że od początku naszej znajomości jeszcze ani razu się nie zapomniał. Doskonale pamiętał, że nie znoszę fizycznego kontaktu, nawet w tak błahym na pozór przypadku, jak podanie napoju.

Właśnie dlatego razem mieszkaliśmy. On tolerował moje dziwactwa, a ja jego, których – trzeba przyznać – było zdecydowanie mniej. Nie zapominając, oczywiście, o Loli, która pewnie znowu obściskiwała się ze swoim chłopakiem w ciemnej uliczce przed klubem.

— Ktoś musi — odpowiedział zdawkowo i zajął miejsce naprzeciw mnie, nareszcie wychodząc z nieznośnie białej poświaty, na którą zazwyczaj starałam się nie zwracać uwagi.

— Kto dzisiaj czynił honory i zabił jako pierwszy? — Spojrzałam na niego z ciekawością. Choć nigdy nie brałam udziału w codziennych „rytuałach”, zawsze ciekawiło mnie, co się akurat wydarzyło.

— Stefan. Podziurawił kolesia jak szwajcarski ser. Żałuj, że tego nie widziałaś.

Podekscytowanie malujące się na jego twarzy pewnie przeraziłoby niejedną osobę, jednak dla mnie było zupełnie normalne. Wszyscy tacy byliśmy, w końcu właśnie po to powstał ten klub, więc dlaczego mielibyśmy się tym nie cieszyć i ukrywać swoje prawdziwe emocje?

— Jednego z naszych?

— Nie, kogoś z zewnątrz. W nocy będę pozbywał się ciał, chcesz się przyłączyć? — Uśmiech nie schodził mu z twarzy, jak zwykle. Upił niewielki łyk zimnego piwa, które przyniósł razem z moim sokiem, zostawiając na stoliku okrągły ślad po spływających po butelce kroplach wody i poczekał cierpliwie na odpowiedź.

Niektóre osoby dałyby się pociąć za uczestniczenie w nocnej wywózce, choć to akurat sprawiłoby im tylko przyjemność, jednak ja wolałam trzymać się od tego z daleka. Zajmowałam się dostarczaniem ciał do wywiezienia, a nie robieniem tego samodzielnie.

— Zabierz lepiej Marka. Chyba wpadłeś mu w oko — zasugerowałam, przypominając sobie pełne pożądania spojrzenia rzucane w stronę mojego przyjaciela.

— Byłem już w jego loży. Jest zajęty w nocy — odpowiedział bez wahania, z nutą smutku w głosie, odruchowo przesuwając wilgotnymi od skroplonej wody palcami po zjeżonych na karku włosach. Dopiero gdy położył dłoń z powrotem na butelce, udało mi się dostrzec strugę krwi plamiącą kołnierzyk jego dopasowanej koszuli w czerwono-niebieską kratę, którą niesamowicie uwielbiał.

— Lepiej ją namocz albo będzie do wyrzucenia.

Aleksander spojrzał w dół, nieco zawstydzony, jednak szybko na powrót skierował na mnie swoje soczysto zielone tęczówki.

— Nie chciałabyś zobaczyć jego koszuli… — powiedział z zawadiackim uśmiechem, a ja posłałam mu niemalże błagalne spojrzenie.

— Tylko bez szczegółów. Wystarczą mi… jednoznaczne dźwięki dochodzące w nocy zza ściany. — Tym razem to ja upiłam łyk napoju, delikatnie wykrzywiając twarz, gdy uświadomiłam sobie, jak kwaśny sok dostałam.

Nagle muzyka docierająca do loży z zewnątrz całkowicie ucichła. Cienkie ściany budynku momentalnie przestały pulsować od rosnących wciąż decybeli, a cisza, która zapanowała niespodziewanie w klubie, postawiła nas oboje w stan gotowości.

Nie wystraszyła nas jednak tak bardzo, jak przeraźliwy krzyk wydobywający się z czyjegoś gardła zaledwie po kilku sekundach milczenia.

Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zerwaliśmy się gwałtownie z obitych grubą, drogą skórą kanap, biegnąc do wyjścia. Wszyscy klubowicze schowali się w cieniu ścian, odsłaniając całkowicie balkon przy drzwiach wejściowych, na którym leżała nieznajoma dziewczyna, wijąc się z bólu. Wydawała przy tym okrzyki prawdziwego cierpienia, co nie było normalne w miejscu pełnym masochistów, dlatego nie dziwiła mnie reakcja znajomych, szczególnie że minął już czas przeznaczony na wspólne zabijanie.

Kiedy jednak dostrzegłam twarz zwijającej się z bólu blondynki, krew natychmiastowo odpłynęła mi z twarzy, co najwyraźniej zaniepokoiło Aleksandra, który w ostatniej chwili powstrzymał się od dotknięcia mojego ramienia.

W tamtym momencie fizyczny kontakt z kimkolwiek nie poprawiłby mojego stanu.

— Mira, dobrze się czujesz?

— To Lola — zdołałam wyjąkać i kilka sekund później klęczałam już przy niej, przeszedłszy bez problemu pomiędzy rozsuwającymi się z każdą kolejną sekundą tłumami. Niektórzy stali w osłupieniu, inni byli przerażeni, a jeszcze inni – śmiali się, mrucząc coś o narkotykach.

Ja jednak byłam przekonana, że to nie sprawka używek. Coś się stało, choć nie wiedziałam jeszcze, co dokładnie.

— Lola! Co ci jest? Mów do mnie! — Pochyliłam się nad nią, próbując za wszelką cenę wyrwać ją z tego dziwnego transu. Każdy, nawet najcichszy dźwięk, wywoływał u niej jednak coraz gorsze konwulsje, dlatego szybko zrozumiawszy swój błąd, zamilkłam i nakazałam to samo gestem dłoni reszcie zebranych. — Lola…

— Zabierzcie to… Weźcie to ode mnie… — szeptała ze łzami w oczach, zachowując się tak, jakby chodziło po niej stado rozwścieczonych, czerwonych mrówek. Kiedy jednak przyjrzałam się uważniej, zamiast małych żyjątek, dostrzegłam coś znacznie gorszego.

— Boże, kto ci to zrobił…

Jej ciało wyglądało, jakby ktoś jednocześnie chciał ją rozszarpać i polał czymś niesamowicie żrącym, co stopniowo roztapiało jej skórę, a potem mięśnie i tkankę tłuszczową. Mogłabym przysiąc, że w niektórych miejscach widziałam już gołe kości.

W dodatku z ran unosił się okropny fetor przypominający odór zgnilizny.

Gdy pod wpływem jakiegoś impulsu spojrzała na mnie, jej oczy nie były już niebieskie i roześmiane, jakie pamiętałam z dzisiejszego poranka, gdy siedziałyśmy przy kawie. Nie były nawet przepełnione bólem, czego się spodziewałam. Przypominały raczej oczy ślepca, a skóra twarzy powoli gniła tak, jak reszta ciała.

Nie miałam pojęcia, co się dzieje, a Aleksander, który od dłuższego czasu stał obok mnie w milczeniu, nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku, a co dopiero wykrztusić choćby jedno słowo.

— Nie wiem, co robić — wyszeptałam, całkowicie bezradna. — Powiedz mi, co mam robić… — mówiłam błagalnym tonem, z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy.

Wszyscy byli w szoku, a ja nawet bałam się jej dotknąć, by nie sprawić jej jeszcze większego bólu. To nie było normalne. To wszystko nie powinno się dziać, przecież byliśmy niezniszczalni! A jednak patrzyłam na jej śmierć i wiedziałam, że nie obudzi się z tego cała i zdrowa, że to koniec. Byłam też przekonana, że ktoś zrobił jej to celowo, że jest za to odpowiedzialny. Ktoś o wiele okrutniejszy od nas.

— Mira… — Z zamyślenia wyrwał mnie słaby, drżący głos Aleksandra. — Ona nie żyje — dokończył, choć z trudem przeszło mu to przez gardło.

Lola przestała się ruszać. Z jej gardła nie wydobywał się już żaden dźwięk, a to, co z niej zostało… Nie mogłam uwierzyć, że to ona. Że ktoś doprowadził ją do takiego stanu. Moje ciało drżało, jakby ktoś zamknął mnie na kilka długich godzin w chłodni, a ja nie potrafiłam nic z tym zrobić.

Prawdziwy szok przeżyłam jednak kilka sekund później, gdy odwróciłam na chwilę wzrok, pewna, że widzę kogoś w drzwiach. Wysoka, dobrze zbudowana sylwetka mignęła mi przed oczami, zostawiając po sobie tylko podmuch chłodnego, późnowieczornego powietrza, a zaraz po jej zniknięciu usłyszałam kolejny przeraźliwy krzyk.

Kiedy tylko spojrzałam na powrót na ciało Loli, niespodziewanie dotarło do mnie, że jej nie ma. Moja współlokatorka wyparowała, jakby nigdy jej tam nie było, a jedyne, co potwierdzało, że te wydarzenia nie były tylko złym snem, z którego zaraz się obudzę, to jaskraworóżowa sukienka, wysokie, czarne szpilki i naszyjnik z kamieniem, który dostała od swojego chłopaka.

— Czy ktoś widział Łukasza? — zapytałam, uświadamiając sobie, że to mój jedyny trop.

Zagadka śmierci Loli nie mogła pozostać nierozwiązana, a nie znałam nikogo, oprócz nas, kto mógłby się tym zająć.

Szkola zabijania: rozdz. pierwszy (cz. I)
Mój debiut tutaj. Opowiadanie zaczęte w 2014 roku, wciąż nieskończone.
Wybaczcie brak polskich znaków w tytule.

Opis opowiadania:

Śmierć przynosi rozkosz, szczególnie, gdy można ją przeżywać wciąż na nowo. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy na drodze nieśmiertelności staje ktoś o wiele potężniejszy, dla kogo śmierć ma zupełnie inne znaczenie. Czy ktokolwiek się przed nim ustrzeże? Czy pozostała jeszcze nadzieja? A może jedyne wyjście zawiera się w słowach…

„Po prostu się zabij. Będzie bolało, obiecuję.”

Enjoy! ;>

Loading...

Journal

No journal entries yet.

deviantID

davinabaine
Anna
Artist | Hobbyist | Literature
Poland
Interests

Comments


Add a Comment:
 
:iconaspiring-awesomeness:
Aspiring-Awesomeness Featured By Owner 15 hours ago  Hobbyist
Thanks a bunch for the watch, awesome person  High-five!

Having you follow me is a HUGE honor and I will do my very best to be worthy! Thank you! Thank you!

(Also language barriers can be evil XD )
Reply
:iconwerahatake:
WeraHatake Featured By Owner Mar 4, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Wszystkiego najlepszego Aniu!! ^o^//
Reply
:iconwerahatake:
WeraHatake Featured By Owner Edited Feb 27, 2017  Hobbyist Traditional Artist
Dzięki za watcha i Llamę ;)
Reply